22 lut 2018

To, że odzyskuję czasem dobry humor, nie oznacza, że staję się lepsza


Świat się nie zawalił od przewalających się po Europie uchodźców ani od „neonazistowskich” marszów. Nie zawali się też ani od strzelanin w US, ani od ewentualnego ograniczenia praw do kupna broni. Te wszystkie romantyczne pierdoły że obywatel ma prawo bronić się przed niesprawiedliwym rządem, jeśli ten zechce naruszyć jego święte prawa... Nosz curva mać! Państwo jest jedynym prawnym gwarantem owych praw! Bez państwa mamy anarchię. Potencjalny bunt przeciwko władzy można usprawiedliwiać na różne sposoby, niemniej owa władza nie może sobie pozwolić na tego buntu tolerowanie. I zwykle wygra, gdyż każda zorganizowana i dobrze wyposażona mniejszość ma większe szanse na wygraną niż pozbawione głównego dowództwa partyzanckie jednostki.

Ale nic to. Wierzta, w co chceta. Jak sobie pomyślę, że kiedyś chciało mi się to wszystko komentować... Polityka, ekonomia, religia, sztuka, społeczeństwo, moralność, patriotyzm... W sumie nadal mi się czasami chce, ale zniechęca własna ignorancja i nawał informacji. Internet zamienił byle kmiotka w wytwórnię kategorycznych opinii, a przecież pewne sprawy wymagają nieco większego namysłu niż przebrnięcie przez dwa czy trzy tendencyjne artykuły.

No więc staram się odprężyć. Oglądam pouczające filmiki na Youtube. Ciekawostki, zagadki, kultura, starożytne cywilizacje (najchętniej w połączeniu z domniemanymi kontaktami z kosmitami), teorie spiskowe oraz debunkowanie teorii spiskowych (od płaskoziemców do chrześcijaństwa; kto z Was wie, ile było bóstwo urodzonych w okolicach przesilenia zimowego z matki-dziewicy?) i tak dalej. Można znaleźć chyba wszystko, czego się szuka, na miarę każdego, nawet wyjątkowo opornego intelektu.

Ostatnio oglądaliśmy z Lubym świetny, acz krótki dokument pt. „Księżycowe drewno” – polecam!

20 lut 2018

Czy zabiłbyś pięciu ludzi w obronie psa?


Nie jestem mądra, dojrzała ani oświecona. Nie przeszkadza mi to osądzać, krytykować czy szydzić z tego, w co wierzą moi bliźni. Mogę się mylić? Mogę. Ale kto to w zasadzie może osądzić, skoro nasze "racje" często nie są mierzalne?

Ponad rok polemizowania z ludźmi w dużej mierze uprzedzonymi, nierzadko zmanipulowanymi przez określone ideologie, a najczęściej ograniczonymi przez swoje wyjściowe poglądy i doświadczenia, utwierdził mnie w przekonaniu, iż nasz umysł kurczowo trzyma się opinii najbliższych naszemu sercu, i każdą z nich, nawet (pozornie?) niedorzeczną, potrafimy rzeczowo i logicznie uargumentować. Każda ze stron ma jakieś argumenty. Argumenty, które zostaną odrzucone przez stronę przeciwną, gdyż zostaną uznane za manipulację, głupotę lub przynajmniej błahostkę. Wcale nie musimy odrzucać faktów, żeby się ze sobą nie zgadzać. Wystarczy, że je  odmiennie zinterpretujemy, nadamy im różną wartość oraz - co najistotniejsze - wywiedziemy z nich rozbieżne wnioski. Wszystko da się zracjonalizować: narodowy socjalizm, ludobójstwo Eskimosów, zakaz kontaktu mężczyzn z kobietami, przymus podpisania lojalki u pracodawcy, udział lub brak udziału człowieka w zmianach klimatycznych, etc, etc. Umysł każdego z nas jest stronniczy i chroni nas przed zmianą opinii w kwestii, z którą jesteśmy emocjonalnie związani, gdyż wiązałoby się to z... cierpieniem.

Dotyczy to także mnie. Mój rozum(ek) działa w połączeniu z osobistą moralnością oraz nierzadko gwałtownymi uczuciami. I to jest jeszcze do przyjęcia (dla mnie). Czyż nie uważam się pyszałkowato za "szóstkę" według Kohlberowskiej teorii rozwoju moralnego? No dobrze, co jednak, jeśli - teoretycznie - nadejdzie chwila, że jednak trzeba będzie narazić się na otwarte wypowiedzenie wojny? Czy będę miała wówczas siłę, odwagę i chęci, by postawić swój jednostkowy osąd ponad osąd każdego, kto mi powie, że się mylę? Bywało i tak. "Jeśli trzy osoby ci mówią, że jesteś koniem..."

Wystawiłam samą siebie na odbiór trzech własnych tekstów sprzed trzech lat:

http://ja-kira.blogspot.com/2015/01/pretensje.html

http://ja-kira.blogspot.com/2015/01/autoreklama-miernoty.html

http://ja-kira.blogspot.com/2015/01/miliony-much-nie-moga-sie-mylic.html

Wybrałam je, gdyż towarzyszyła im konieczność pożegnania się (z ogromną ulgą) z pewnym towarzystwem. Paranoiczny umysł Kiry zaczął domagać się ostatecznej odpowiedzi na pytanie: kto tu, kurwa, miał słuszność? Czy na pewno ty? Dlaczego zawsze ty?

No i kto by pomyślał: znowu przyznałam rację sobie! :)

Naturalnie takie scysje nie mają skończonego, weryfikowalnego, jednoznacznego rozwiązania. Skoro nawet w sprawie potencjalnie najlepszego systemu politycznego czy ewentualnej ingerencji kosmitów w rozwój człowieka (a to powinno być już w jakiś sposób mierzalne) można się sprzeczać bez końca, to w kwestii o podłożu emocjonalno-moralnym można się już tylko pogryźć.

Rezultat: utwierdzimy się w swoich przekonaniach.

17 lut 2018

Za parę minut północ


Mija Dzień Kota. Bez kota. A dom bez kota to żaden dom, jak twierdzi mój Luby.

Moim rodzicom też została już tylko trójka. I raczej nie powinni brać kolejnych. Niedługo umrą i te ostatnie – i wówczas może, może, może wreszcie... rodzice przeprowadzą się do mieszkania? Oby jak najszybciej – myślę z irytacją.

Nie, nie chodzi o to, żeby koty umarły jak najszybciej. Po prostu widzę, że moi rodzice są zmęczeni. Dlatego chociaż trochę (?) mi wstyd, jako osobie, która niczego w życiu nie osiągnęła, niczego się nie dorobiła i nawet niewiele potrafi, pouczać rodziców, którzy przez całe życie uczciwie pracowali i w sumie są kimś w świecie (chociaż ja nawet nie wiem, co to znaczy), co mają robić z własnym, nabytym za ciężko zarobione pieniądze majątkiem, to... jednak to robię. Delikatnie i taktownie (I hope), ale jednak. Uważam bowiem, że obiektywnie mam rację.

Chcę, żeby sprzedali swój dom. Żeby kupili sobie wygodne, eleganckie mieszkanie. Obszerne, ale bez tylu pokoi, łazienek, schodów, zakamarków do czyszczenia. Mieszkanie, w którym doczekają swoich dni. Widzę, że już ledwo ciągną. A dom jest wymagający, także pod względem finansowym. Niedługo tata będzie musiał odejść z jednej pracy, a co do drugiej nie jest pewien.

No więc doradzaliśmy im. A oni nas zbywają. Mają prawo. Ich dom. Ich ciężko zapracowany dobytek. Każdy ma prawo wyboru.

Ja również chciałabym mieć prawo wyboru. Nawet głupiego. Złego. Tragicznego. W najgorszych, najczarniejszych chwilach mówiłam sobie z opętańczym uporem: Wolę żyć według swoich zasad i popełnić masę błędów oraz ponieść masę porażek, niż żyć według cudzych i przejść przez życie gładko.

Dlaczego? Bo bez wolności wyboru nasze życie jest chuj warte. I jak najbardziej chodzi mi o wolność mentalną. Ona jest najważniejsza.

Luby chce mieć kota (dwa koty). Ja chcę mieć psa. Jakże dziecinne to marzenia... Tak jakbyśmy nie mieli poważniejszych problemów.

Ale może dlatego się nie dorobiliśmy, ha ha. I pozostaje nam już tylko przekonać się (wmówić sobie?), że jednak pieniądze nie są najważniejsze.

Bo chyba nie są?

15 lut 2018

Blog reaktywacja... i pierwsze przemyślenia


Czyli powrót do rzucania myśli w wirtualny świat. Głupie to, prawda?

Bywałam zadowolona. Bywałam nawet szczęśliwa. Miewałam nadzieję. Ale człowiek nie zmieni swojego życia, jeśli wszędzie, dokąd podąża, zabiera samego siebie.

Pierwsze przemyślenia:

Ludzie dzielą się (między innymi) na tych, którzy uważają, że nieważne, co się mówi, ważne kto mówi oraz na tych, którzy myślą wprost przeciwnie. Zdecyduj sam, czy istotny jest dla ciebie autor wypowiedzi czy sama wypowiedź.

Nic tak nie poprawia samopoczucia osób nastawionych negatywnie do życia jak wyszukiwanie wad u (ideologicznych) przeciwników. Lubimy czuć się lepsi, mądrzejsi, oświeceni. Widzę to także na swoim przykładzie. Nie szanuję ludzi. Nie szanuję ich opinii ani zasad. W najlepszym wypadku mogę łaskawie wysłuchać ich krytyki, ale żeby brać ją pod uwagę? Setki ataków, wyzwisk i pouczeń tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że to nie ze mną jest coś nie tak.

Ale przecież jednak... też jest coś nie tak. Nie zawsze mam rację. Chyba. :) A sprawdzanie wszystkiego jest cholernie męczące. W zasadzie to sprawdzam bardzo niewiele. Zalewają nas tony informacji, nie mam czasu, siły ani ochoty, ba, nie mam nawet intelektualnych możliwości, by je wszystkie poddać obróbce. Ponadto bywam uprzedzona, stronnicza i mam swoje (m.in. moralne) założenia. Mam swoje sympatie i antypatie. Faktom (jeśli uznam coś za fakt!) staram się nie zaprzeczać, ale będę się wykłócać o ich interpretację. W kwestii, co należy z nimi zrobić, raczej nie dojdziemy do porozumienia.

17 lut 2017

Przegapiony komentarz Grovera


Ja: Twoja ocena takich ludzi jest tyle samo warta, co ich ocena Twojej osoby.

Grover: To dlaczego zamykamy ich do więzień? Co za barbarzyńcy z nas są. Wychodzi na to, że powinniśmy im pozwolić dalej robić swoje, a po śmierci Bóg ich osądzi. A że przy okazji zamordują jeszcze trochę dzieciaków i dorosłych, to pikuś. Przecież ich własne i unikalne sumienie to podstawa.


Moja odpowiedź:

W różnych krajach zamyka się ludzi w więzieniach za różne rzeczy. Od kiedy to prawo jest wyznacznikiem moralności czy moralność wyznacznikiem prawa? Jedno i drugie może się przenikać, iść ze sobą w parze, wynikać z siebie, ale to są przecież dwie różne rzeczy.

I co to znaczy „powinniśmy”? Każdy ma swoje sumienie, cudze go obchodzić nie musi.

7 lut 2017

Tymczasem na Zachodzie...


Zdaję sobie sprawę, iż moja znajomość psychiki oraz światopoglądu naszych amerykańskich bliźnich jest dość słaba, lecz z tego, co miałam okazję przeczytać na różnych forach, większość z nich pogodziła się już i z samotnym macierzyństwem z wyboru, i z wczesną aborcją na życzenie, i z adopcją dzieci przez pary jednopłciowe. Niespecjalnie mnie to obchodzi i o przywrócenie „dawnego porządku” raczej walczyć nie będę. Każda cywilizacja, kultura i obyczajowość ma swój początek, rozkwit, przesilenie i – jak wszystko, co ludzkie – kres. Warto się skupić na tym, co ponadczasowe, uniwersalne, obiektywnie (w naszym mniemaniu) słuszne, a nie na tym, co przemijalne, ulotne i zależne od tego, w którą stronę zwrócą się sympatie większości.

4 lut 2017

Ile kosztuje ludzkie życie?


A konkretnie: Ilu proliferów opowiedziałoby się za płaceniem (oczywiście przez państwo) zapłodnionym ofiarom gwałtu miliona złotych w zamian za donoszenie ciąży?